Walka o przestrzeń

Namnożyło się ostatnio w mediach publikacji na temat ogólnie pojętego tzw. syfu w Mieście. Począwszy od sławnego już wytworu Piątka, przez badania byłego szefa ŁSSE, obecnie już wiceprezydenta Marka Cieślaka, po najnowsze użalanie się niezaradnego studenta Filmówki. Przyczyn takiego postrzegania miasta jest wiele, te związane szczególnie z estetyką i porządkiem można określić krótko – brak gospodarza. Odrapane kamienice, krzywe chodniki, zaniedbane place, tandetne zamienniki małej architektury lub ich brak – wspólnie od dekad kształtują negatywny obraz miasta.

Kilka tzw. ruchów obywatelskich, którym kibicuję i w których mam okazję mniej lub bardziej uczestniczyć, od jakiegoś czasu (korzystając z przychylności mediów) próbuje zwrócić uwagę na konkretne problemy związane z estetyką miasta. W sierpniu ubiegłego roku Członkowie ruchu „Miej Miejsce” wykąpali się w błocie na skrajnie zaniedbanym placu vis a vis jednego z najwspanialszych łódzkich zabytków, w ramach sprzeciwu wobec zaniedbania tak reprezentacyjnego miejsca. Happening przyniósł efekt – miasto wzięło się za skwer i nadało mu względnie estetyczną formę. Niestety, w ciągu czterech miesięcy od odnowienia skwer został ponownie zdewastowany przez kierowców, którzy nie zważając na wątłą barierę z nie wyrośniętych jeszcze krzaczków zaczęli wjeżdżać na trawnik. Proceder ten nasilił się szczególnie po spadnięciu śniegu. Tak oto kolejna próba estetycznego ucywilizowania kawałka miasta została zniweczona.

Proces dewastacji skweru był skrzętnie relacjonowany na Facebooku przez kolegę Michała z Topografii. Ostatnie obrazy z placu (boju) przelały czarę goryczy i wysmażyłem pismo do administrującej trawnikiem Delegatury Łódź-Śródmieście.

Oto odpowiedź, jaką dziś uzyskałem:

W odpowiedzi na e-maila niniejszym uprzejmie informuję:

W sierpniu 2010 r. przeprowadzono prace modernizacyjne w południowo – zachodnim narożniku ulic Zachodniej i Ogrodowej obejmującym działki:
nr 6/16, 6/23, 6/25 i 6/3.

Prace te obejmowały:

– remont skośnie przebiegającego chodnika od ul. Zachodniej do budynku byłego kina przy ul. Ogrodowej  ( koszt robót 55 tys. zł)
– rekultywacja zieleni z plantowaniem terenu, wysianiem trawników oraz posadzeniem krzewów wzdłuż ul. Ogrodowej i prostopadle w granicy parkingu ( koszt 33 tys. zł).

Na chodnikach od strony ulic Zachodniej i Ogrodowej zamontowano słupki stalowe uniemożliwiające wjazd samochodów, dodatkowo przy granicy z parkingiem sklepu Biedronka ustawiono betonowe gazony. Wzdłuż ulicy Ogrodowej  „zaporę” stanowił wspomniany szpaler niskich krzewów, zimą, niestety w jednym miejscu, zignorowany przez kierowców.
W obecnym stanie, przy zamarzniętej glebie trudno mówić o znacznej dewastacji trawnika, w okresie roztopów zwrócimy szczególną uwagę by nie dopuścić do wjazdu na trawnik samochodów. Wiosną, podobnie jak inne trawniki po zimie, teren ten zostanie zagrabiony z dosianiem trawy w ramach bieżącego utrzymania. Proponowane przez interweniujących ogrodzenie terenu szpalerem żeliwnych słupów z solidnym fundamentowaniem (lekkie słupki ustawione na terenie są przestawiane bądź kradzione – vide pl. Dąbrowskiego ) to rozwiązanie kosztowne (90 szt. za ~ 45 tys. zł). i szpecące teren  Nie bez znaczenia jest jednocześnie brak określenia docelowego przeznaczenia terenu wobec planów jego sprzedaży przez Miasto. Przekonanie, że jedyną metodą ochrony zieleni jest jej  masywne grodzenie wydaje się przesadną niewiarą w skuteczność innych działań, choćby bieżących interwencji służb mundurowych.

Z poważaniem

Piotr Rajchert
Dyrektor Delegatury Łódź – Sródmieście UMŁ

Jak widać – „grodzenie wydaje się przesadną niewiarą w skuteczność innych działań” – co bardzo przypomina niegdysiejszą odpowiedź ZDiTu w kwestii pewnego trawnika.

Dodam jeszcze, że w sprawie niszczenia skweru pisałem jeszcze na początku listopada do wydziału środowiska oraz Straży Miejskiej, ale nie uzyskałem wtedy odpowiedzi.

Degradacja skweru przyniosła za sobą kolejną akcję „Miej Miejsce” i przyjaciół – Uwaga Niewypał, kpiącą z niezabezpieczonego skweru, na który wydano – jak można policzyć w piśmie powyżej – 88 tys. zł publicznych pieniędzy.

Czy doczekamy się gospodarskiej ręki w mieście? Czy nadal przestrzeń publiczna – w centralnych, reprezentacyjnych miejscach – będzie dewastowana i bez zwrócenia uwagi władze nic z tym nie zrobią? A może inaczej się nie da? Może nie uda się zlikwidować syfu, bo tworzą go sami mieszkańcy – w tym wypadku rozjeżdżający skwer kierowcy?

Dodaj komentarz